Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolverine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolverine. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 czerwca 2018

#510 Styczniowo - majowe przegląd recenzji

Z małym opóźnieniem zapraszam do przeglądu styczniowo - majowych recenzji.

Klimatyczny początek "Anihilacji" z udziałem Draxa i młodej Camili był jednym z lepiej zapowiadających się epizodów, który zauważył na wysokiej ocenie pierwszego tomu i dawał szansę na ciekawą rozrywkę. W drugiej odsłonie ciężar opowieści przeniósł się na innych bohaterów, ale nadal było nieźle. Co przyniosła część trzecia?
Całość do przeczytania TUTAJ.

Miało być dobrze...

Nieprzyjemny smak najlepiej usunąć za pomocą pasty do zębów, gumy do żucia, tudzież płynu do płukania, oczywiście jamy ustnej. Właśnie takim środkiem jest "Śmierć Wolverine'a" dla czytelników, którzy mieli styczność z "Trzema miesiącami do śmierci".
Całość do przeczytania TUTAJ.

Dobra śmierć

Po całkiem udanym debiucie drugi tom pajęczej serii przynosi odrobinę rozczarowań. Na szczęście przynosi również kilka błyskotliwych elementów, które sprawiają, że czas spędzony na lekturze "Preludium do Spiderversum" nie jest zmarnowany.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Gdzie jest Peter?

Kiedy w latach 90. na półki w kioskach trafiło niezwykle ekskluzywne jak na owe czasy wydanie "Sądu nad Gotham" z gościnnym występem bezpardonowego sędziego, spora część ówczesnego, dość młodego fandomu nie była na to gotowa. Teraz, kiedy przybyło lat i zmieniły się perspektywy, pojawia się idealna okazja, żeby nadrobić zaległości.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Dynamit i Nitrogliceryna

Dick Grayson, mały, uzdolniony chłopiec, paradujący w pstrokatym stroju u boku Batmana nie mógł w tej postaci trwać wiecznie. Dojrzał, przyjął mroczniejsze barwy i zaczął działać solo. Powitajcie Nightwinga w jego pierwszej, solowej odsłonie. Całkiem przyzwoitej odsłonie.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Nie tylko Nietoperz

Na tom składają się tradycyjnie dwa albumy. W Korytarzach Międzyczasu Cyann odnajduje w końcu swoją młodszą siostrę. Długa rozłąka oraz różne życiowe doświadczenia powodują, że relacje pomiędzy rodzeństwem nie należą do szczególnie ciepłych. Niemniej aby zwyciężyć w walce z wrogiem siostry muszą zewrzeć szyki, co przyniesie niespodziewane konsekwencje.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Koniec podróży bez emocji

Marc Spector to postać dość enigmatyczna. Po tym, jak zginął, a następnie powrócił z martwych z pomocą egipskiego bóstwa Khonshu, jego osobowość doznała drastycznych zmian. W ciele głównego bohatera drzemią cztery różne charaktery, a każdy z nich ma do wykonania swoje zadanie.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Księżycowy Rycerz wbija z rozmachem

Mignola sukcesywnie rozbudowuje universum Hellboya. Pisząc zamknięte opowiadania, daje sobie możliwość niezobowiązującego popuszczenia wodzy fantazji. Krótkie zabawne historyjki nadające albumom z Hellboyem szczególnego kolorytu przeplatają się z tymi o nieco cięższym charakterze, w których autor przybliża nam postać głównego bohatera.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Dobrze mu w czerwieni

Fala Anihilacji nie zdążyła jeszcze opaść, kiedy na świat spadło nowe, jeszcze większe zagrożenie. Podczas gdy Imperia biorące udział w wcześniejszych bataliach liżą rany, losy mieszkańców Universum spoczywają ponownie w rękach garstki bohaterów. Czy sobie poradzą?
Całość do przeczytania TUTAJ.

Fala [Anihi]lanxów

Zwariowana, wyłamująca się z wszelkich stereotypów blondyna powraca. Nie ma do powiedzenia raczej nic mądrego, ale pozostaje jeszcze humor. Pytanie, czy należycie do grona odbiorców, którym będzie on odpowiadał.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Dupa, kurde, gówno

Po lekturze Syna Supermana wyraziłem nadzieję, że autorzy utrzymają przynajmniej równy poziom. Nadzieje te zostały nie tylko w pełni spełnione, jest nawet lepiej niż w albumie otwierającym!
Całość do przeczytania TUTAJ.

Jest Super!

Doświadczony skład artystów i wypróbowana grupa postaci powracają. I chociaż wszystko jest jakby podobne, to jednak jakby słabsze.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Takie sobie perypetie

Zabijanie trwa. Zawsze znajdą się mniej lub bardziej zwyrodniali ludzie zasługujący na śmierć. Z każdym kolejnym morderstwem sprawa narzucona przez demona wydaje się odrobinę mniej przerażająca. Powszednieje, ba - ta krucjata zaczyna wyglądać na naprawdę dobry i owocny sposób na spędzanie życia. Dylan sam w sobie dostrzega zachodzące zmiany. Nabywa odruchów i opanowania, o które kilka miesięcy wcześniej sam by się nie podejrzewał.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Powiew świeżości

Remender rozpoczął serię Uncanny Avengers udanym, dojrzałym albumem, poruszającym ambitne kwestie obozów, zniewolenia człowieka i władzy totalitarnej. Przez następne trzy albumy wątek ten został jednak zepchnięty gdzieś na bok, zastąpiony nieco chaotycznym występem Kanga i Bliźniąt Apokalipsy. Teraz scenarzysta ponownie wraca do pierwotnego tematu, a wydarzenia związane z Kangiem jawią się jako wtrącenie mało zajmujące w obliczu przeżyć jednego z najpotężniejszych mutantów na świecie.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Powrót do korzeni

Amerykańskie wartości, amerykański styl życia, amerykańskie realia. Briggs Land to historia sensacyjna osadzona w świecie, który w Polsce znamy głównie z filmów. I porównanie do filmowego obrazu wydaje się tu bardzo na miejscu.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Kobieta kontra świat

Kolejne podejście świetnego brytyjskiego rysownika do roli scenarzysty. Chociaż jest odrobinę lepiej, to nadal ciężko powiedzieć o pisarskich umiejętnościach Hitcha coś dobrego.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Mistrz ołówka, przeciętniak pióra

Abnett zadebiutował dość zaskakującym podejściem, które szeroko prezentuje realia, w jakich obracać musi się Aquaman. W drugim tomie kontynuuje obrany kierunek i idzie mu coraz lepiej.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Walka z realnymi problemami

Jeśli spodobał Wam się debiut kosmicznych strażników, to przy lekturze drugiej części nie powinniście czuć się zawiedzeni.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Fajerwerki... na mikroskalę

Zapewne wielu z Was marzy czasem o tym, żeby rzucić wszystko, wyjechać gdzieś daleko i zacząć wszystko od nowa. W takiej sytuacji scenarzysta postawił głównego bohatera, umożliwiając sobie i swojej postaci nowy start.
Całość do przeczytania TUTAJ.

Oryginalnie, a jednak średnio

Czarna Kotka i Człowiek Pająk, ten jeden z piękniejszych duetów komiksowego świata przedstawiany był już na wiele sposobów. Czy warto zainteresować się akurat tym tytułem? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak.
Całość do przeczytania TUTAJ.



Pająk i Kotka
 

wtorek, 9 stycznia 2018

#506 Grudniowy przegląd recenzji

Zapraszam do zapoznania się z grudniowymi recenzjami.

Aleja Komiksu

Nieco ponad rok temu na polskim rynku zadebiutowała pierwsza w historii seria o Flashu. Panowie Manapul oraz Buccellato dostarczyli przyzwoitą, świetnie narysowaną rozrywkę. W ramach Odrodzenia ponownie pojawia się czerwony biegacz. Siłą rzeczy nasuwa się pole do porównań. Jak wypada najnowszy debiut? Całość do przeczytania TUTAJ.

Piorun uderza, ale nie dość mocno

 Pięćdziesiąt lat to dla człowieka kawał czasu, można by rzec – cała wieczność. A dokładnie tyle upłynęło od daty pierwszej publikacji Luca Orienta. Jak klasyczna, młodzieżowa seria radzi sobie dzisiaj? Całość do przeczytania TUTAJ.

Luc Gordon

Józef Korzeniowski wyruszył w podróż do Afryki w 1890 roku. Wrażliwość i zmysł pisarski sprawiły, że jego relacja z tamtych wydarzeń porusza serca i umysły ludzi pomimo upływu przeszło wieku od tych wydarzeń. Tandem francuskich autorów postanowił zmierzyć się z tą spuścizną i przekuć ją w komiks.  Całość do przeczytania TUTAJ.

Kiedy człowiek zmienia się w bestię

"Zabij albo zgiń" brzmi niczym tytuł pośledniego filmu sensacyjnego z niezapomnianej ery VHS. Na nieszczęście kolejna propozycja wydawnictwa Non Stop Comics nie ma z mordobiciami i strzelankami lat 80. nic wspólnego, aspirując znacznie wyżej. Całość do przeczytania TUTAJ.

Jak bardzo cenisz swoje życie?

Z krótkiego biogramu Paula Cornella wynika, że z powodzeniem pisze prozę fantastyczną. Teoretycznie nie powinien mieć więc problemów z pisaniem komiksów. W praktyce okazuje się jednak, że albo przesiadka nie jest tak łatwa, jak mogłoby się wydawać, albo pisanie scenariusza komiksowego przerasta możliwości pisarza. Całość do przeczytania TUTAJ.

Polowanie na Złotą Malinę

Fenomen sagi o Mocy i jej rycerzach trwa od 40 lat. Jednakże nie jest to zasługą wyłącznie niezaprzeczalnej atrakcyjności stworzonego przez Lucasa universum. Osoby odpowiedzialne za markę dbają nieustannie o to, by wieść o rycerzach Jedi docierała do nowych odbiorców. A oddanych fanów należy pozyskiwać od najmłodszych lat i właśnie do młodych czytelników skierowana jest seria "Star Wars Film". Egmont wydał w jednym rzucie tomy IV, I oraz VII. Całość do przeczytania TUTAJ.

      

Z obszernego wstępu dra Andrzeja Zawistowskiego dowiemy się co nieco o polskich ruchach konspiracyjnych. Jest to najbardziej bogaty w fakty historyczne element komiksu, ponieważ dalej mamy do czynienia głównie z opowieścią sensacyjną. Całość do przeczytania TUTAJ.




Walka na zapleczu

Paradoks

Tytułowe Potter's Field to miejsce na wyspie Harta w Nowym Jorku. Miejsce nietypowe, stanowiące bowiem olbrzymi cmentarz, na którym chowa się tygodniowo setki ludzi. Ludzi bezimiennych, o których nikt się nie upomina, a przynajmniej nikt tego nie robił do czasu, jak przy pochówkach zaczął pracować John Doe. Całość do przeczytania TUTAJ.

wtorek, 5 grudnia 2017

#504 Październikowo - listopadowy przegląd recenzji

Zapraszam na krótkie podsumowanie recenzji jakie przygotowałem dla Aleji Komiksu i Paradoksu.

Olivier Queen jest młodym playboyem. Odziedziczył ogromny majątek, który przeznaczał przeważnie na uciechy, jakich młodemu człowiekowi może dostarczyć współczesna cywilizacja. Nieoczekiwany pobyt na bezludnej wyspie wiele zmienił w jego myśleniu i teraz zaczyna się właściwa opowieść. Całość do przeczytania TUTAJ.

Zielono mi

 Na świecie znajduje się prawdopodobnie przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi marzących o pisaniu scenariuszy komiksowych. Studiują klasyków, poradniki i wszelkie dostępne pomoce naukowe. Zarywają nocki, pracując nad warsztatem, ważą każde słowo, rzeźbiąc skrypty z nadzieją, że kiedyś dostaną szansę. Tymczasem biznes kieruje się czasem niezrozumiałym prawami, powierzając ważną serię scenarzyście, który - pomimo doświadczenia - dostarcza katastrofalnie słaby materiał. Całość do przeczytania TUTAJ.

Oddział miernot

W albumie "Ostatnie dni Supermana" tytułowy bohater odszedł. Był to niejako koniec wprowadzenia do Odrodzenia. Czas więc najwyższy na rozpoczęcie regularnej serii. Całość do przeczytania TUTAJ.


Złota kryptońska młodzież

Ewidentna hossa, która aktualnie panuje na komiksowym rynku powoduje, że fani Rosomaka nie musieli długo czekać na następcę całkiem udanej serii pióra Aarona, jaka niedawno dobiegła końca. Czy nowi autorzy i nowe przygody spełnią wysokie wymagania? Całość do przeczytania TUTAJ.


Logan to za mało

"Koniec i inne opowieści" to zbiór trzech historii, które powstały na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Zbiór zaskakująco dobry, który pojawił się na rynku bez większych fanfar, ale powinien dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców.  Całość do przeczytania TUTAJ.

Hulk nie tylko trzaska

Za nami wspólne przygody strażników oraz X-Menów, które zakończyły się procesem Jean Gray. Quill i reszta wracają do pracy w terenie. Ale broniąc mutantki, zadarli z siłami, które mogą okazać się dla nich zbyt potężne. Całość do przeczytania TUTAJ.
 
Rodzinne sprawy Star Lorda 

Po 23 latach do Polski powróciła regularna seria poświęcona Zielonej Latarni. To kawał czasu dla człowieka. Dlatego śmiało można podejść do tego tytułu jak do debiutu i dać się ponieść nieobarczonej historycznymi naleciałościami zabawie, bez oglądania się na sentymenty. Całość do przeczytania TUTAJ
 
Fajerwerki na kosmiczną skalę

Flagowy tytuł z prawdopodobnie drugim najbardziej popularnym superbohaterem wszech czasów zawitał do Polski. Odrodzenie i rozmach, z jakim Egmont wszedł z nim na rynek, przytłacza. Ale czy sam rozmach wystarczy, żeby skraść serca nowych czytelników? Całość do przeczytania TUTAJ.


Podwójne uderzenie

Arthur Curry do tej pory występował tylko jako dodatek do Ligi Sprawiedliwości. Okazuje się jednak, że to postać dość tragiczna, mająca spory potencjał. Abnett próbuje ten potencjał wykorzystać, co częściowo mu się udaje. Całość do przeczytania TUTAJ.

Nie taka znowu zimna ryba

W 1994 roku postać dojrzewająca w od jakiegoś czasu w głowie Mike'a Mignoli zadebiutowała w wydawnictwie Dark Horse. Hellboy miał wszystko, co było potrzebne, żeby stać się ważnym, a w niektórych aspektach wręcz przełomowym dziełem. Całość do przeczytania TUTAJ.

Diabeł, którego nie sposób nie kochać

Są pewne tytuły, po lekturze których pozostaje pewne niedowierzanie. Są to przeważnie pozycje tak złe, że w zasadzie powinno się opisać ich zawartość określeniem mniej lub bardziej zbliżonym do negatywnie kojarzącego się, wieloznacznego słowa "kupa" i sięgnąć po inny album. Całość do przeczytania TUTAJ.

Właściwy człowiek na niewłaściwym miejscu

 Paradoks

Jamesa Bonda prawdopodobnie nie trzeba nikomu przedstawiać. Przynajmniej z tego założenia wyszli twórcy, rzucając czytelnika od razu na głębokie wody siatek szpiegowskich i spisków. Całość do przeczytania TUTAJ.



Prawie rok przyszło nam czekać na drugą odsłonę kosmicznej telenoweli. Trzeba przyznać, że opowieść lekko ewoluowała, słabe elementy zostały wyeliminowane, a całość nabrała głębokiego, momentami wręcz metafizycznego charakteru. Całość do przeczytania TUTAJ.




W 2016 roku w Polsce ukazał się Miracleman pióra Alana Moore'a. Ten genialny, przełomowy i nawet dziś niezwykle oryginalny tytuł przeszedł, jak się wydaje, bez należytego mu rozgłosu, nie pojawiając na listach top tytułów. W tym roku wydawnictwo Mucha zdecydowała się na wydanie kolejnej odsłony przygód jednego z najbardziej nietuzinkowych superbohaterów. Całość do przeczytania TUTAJ.

 

piątek, 11 listopada 2016

#466 Okładka SHM 8/2016

Miała być, ale okazało się, że jest trochę za mało Hermana. Niemniej, bawiłem się przy niej całkiem dobrze, i w sumie to mój pierwszy pełny digital, którego nie porzuciłem po pierwszej godzenie bezowocnego zmagania się z kolorami, odcieniami, kształtami, brakiem konturów... podziwiam wszystkich digitalpaintowców.

piątek, 25 kwietnia 2014

#323 Wolverine: Geneza

Wolverine aka Rosomak. To imię zna każdy miłośnik komiksów.Tę postać kochają fani komiksów na całym świecie. Rosomak należy do najbardziej popularnych superbohaterów wszech czasów i znajduje się w ścisłej ekstraklasie, pozostawiając daleko w tyle swoich pozostałych kompanów posiadających geny X.

Ta postać posiada dwa elementy, które wywindowały ją na szczyty popularności. Pierwszym z nich jest mroczny, skłonny do agresji i walki w pojedynkę charakter Logana, odmienny od większości dobrych chłopców i dziewczyn w trykotach. Drugi element to tajemnice, za którymi skrywana jest przeszłość członka drużyny X-men. "Wolverine: Geneza" to próba uchylenia rąbka tej tajemnicy. Tajemnicy mrocznej i brutalnej z założenia.

Pracą nad komiksem zajęło się trzech doświadczonych i utalentowanych twórców: Paul Jenkins, odpowiedzialny za scenariusz, Andy Kubert - za szkic [dosłownie] i kolorysta Richard Isanove. W prace nad komiksem włączył się sam naczelny Joe Quesada, wykonując także bardzo dobre okładki we współpracy z kolorystą. Przy takiej obsadzie komiks opisujący tajemnice skrywane przez młodość najpopularniejszego mutanta był skazany na sukces, niezależnie od zawartości.

Pierwsze, co uderza po otwarciu albumu, to sposób wykonania ilustracji. Autorzy zrezygnowali z kładzenia tuszu, plansze są szkicami, na które od razu nakładano kolor. Jak podkreśla we wstępie Marco M. Lupoi, to nowatorska metoda, którą Marvel dopiero wprowadzał w życie. Może się to podobać lub nie, w zależności od preferencji, więc co do samej techniki nie można mieć zarzutu. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda nieźle. Gorzej, jeśli sięgamy po komiks po raz drugi, już na spokojnie. Andy Kubert jest świetnym rysownikiem, który naprawdę wiele potrafi, ma swój styl i wiele niezłych tytułów na koncie. Niestety, w tak przełomowym komiksie jego prace nie stają na wysokości zadania. W dodatkach możemy się dowiedzieć, jak zaczytywał się w książkach o epoce z czasów scenariusza, w celu poszukiwania referencji, czego nie widać w komiksie. Ubrania postaci są monotonne i prawie współczesne, a dodanie uszanki czy żabotu to raczej niewiele. Scenerie są uproszczone i niesamowicie tendencyjne. Akcja, dziejąca się najpierw w pełnym - przynajmniej w teorii - przepychu zamku, a potem w biedakamieniołomie niewiele się różni, bo niewiele tam widać. Przytłaczająca większość ujęć jest do siebie podobna, bez ciekawych kompozycji czy położenia kamery. Kilka pojedynczych scen, na których Logan wyraża jakiekolwiek emocje, wygląda beznadziejnie, zupełnie jakby rysownik nie radził sobie z twarzą Logana w innym grymasie niż naburmuszonym. Oczywiście nie oznacza to, że te szkice są złe, po prostu Andy Kubert ma o wiele większy potencjał, którego z niewiadomych przyczyn nie wykorzystał.

Richard Isanove prezentuje się o wiele lepiej i tak naprawdę to on gra pierwsze skrzypce w szacie graficznej. Bogate, piękne, zróżnicowane kolory sprawiają, że mamy wrażenie oglądania baśni, a nie komiksu. Jest jedno ale. Te kolory są zbyt piękne, zbyt cukierkowe, zbyt jaskrawe. Dlaczego? Dlatego, że scenariusz Jenkinsa ma ambicję opowiadać historię o znacznym kawałku życia Logana. Zataczając krąg wracamy do momentu, w którym otwieramy komiks po raz drugi, tym razem czytając go. Ten "kawałek" to cała młodość, która przebiegała w niedostatku, strachu i napięciu. Do mrocznej atmosfery zdecydowanie nie przystają puszyste chmurki i różowe odcienie, nawet najwyższej jakości.

W przypadku scenariusza pojawia się podobny problem jak w przypadku ilustracji. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda nieźle. Mamy zgrabnie opowiedzianą historię, z niezłym i zaskakującym punktem zwrotnym, z konfliktem, z namiętnościami. Schody zaczynają się w momencie, jak weźmiemy komiks do ręki po raz drugi i trochę się nad nim zastanowimy. Najsłabszym elementem całej powieści jest to, co stanowi o sile prawie każdej historii i postaci. Są sztampowe, wyświechtane, nieoryginalne i całkowicie czarno-białe. Mamy złego, grubego kucharza okradającego niewinnych, biednych pracowników. Mamy wierną, pulchną służącą kryjącą sekrety swej pani. Mamy starego, skąpego założyciela rodu, mamy konflikt pokoleń między ojcem a synem, wspaniałą, niezłomną niewiastę rozświetlającą mrok [brakuje już tylko, żeby do tego była "niewinną" prostytutką], koniuszego-lokaja, poczciwego chłopa z cygarem, ojca pijaka oraz zarządcę kopalni, który w całym brudzie świata okazuje się porządnym człowiekiem. Do tego twórcy dokładają jeszcze zakazaną historię miłosną oraz nieodwzajemnioną historię miłosną, obie wyłożone w dość łopatologiczny sposób. Nie lepiej wypada próba przedstawienia skromnych warunków bytowych Logana, które w sposób widoczny wpływają na jego życiowe losy. Bieda jest mało przekonująca. Nie miałoby to znaczenia, gdyby nie fakt, że jest to jeden z głównych powodów, dla których Logan musi pędzić życie wyrzutka i który doprowadza do wielkiego dramatu pod koniec historii. Może ciężko pisać o głodzie i chłodzie, jeśli nigdy się go nie doświadczyło? A może amerykańskim czytelnikom takie powierzchowne potraktowanie tematu w zupełności wystarcza i zachwycają się komiksem mimo wszystko?

Dochodzimy do końca tej przydługiej analizy, ale jej długość podyktowana jest chęcią wyrażenia emocji, jakie płyną z lektury komiksu o pochodzeniu legendy. A wrażenia te zawierają się w szerokim wachlarzu od zachwytu, krótkiego, ale jednak przy największej fabularnej niespodziance, po rozczarowanie, na koniec zostawiając bardzo wielki niedosyt. Logan jest postacią złożoną, dobrze skonstruowaną, ale opowieść o jego początkach nie osiąga odpowiedniego poziomu głębi. Jest po prostu dobrze zrobionym komiksem, ale bez tego czegoś. "Weapon X" w wykonaniu Windsor Smitha pomimo swojego wieku pozostaje znacznie lepsza pozycją.

Ocena: 6/10

Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.





niedziela, 16 czerwca 2013

#242 How to draw Wolverine: Czyli tutek dla małych i dużych. część II-Kolorwanie.


            Witajcie, odpoczęliśmy, jedziemy więc dalej. Prawda jest taka, że nie cierpię kolorowania. Ale nawet najprościej położony kolor znacznie zwiększa wrażenia wizualne, więc chcąc nie chcąc czasem  trzeba się pomęczyć.  Podobnie jak we wszystkim, także na tym etapie jest mnóstwo technik i szkół. O digital paintingu na jako takim poziomie nawet nie marzę, dlatego wykorzystując szkic jako bazę wypełniam płaskimi kolorami powierzchnie obrazka. Zakładałem warstwy dla skóry, spodni, i dodatków [ włosy, oczy. [pazury].

    Ważniejsze elementy są. Od razu nakładam na danej warstwie trochę cieni i rozjaśnień. Stosuję zwykły, okrągły pędzel z ustawieniami jak w obrazku:

Wersja po nałożeniu cieni i rozjaśnień tym pędzlem wygląda tak: [barwy i cienie dodaję stosując pędzel, narzędzia rozjaśnienie używam tylko sporadycznie].



Czas na drobiazgi, robię je zazwyczaj na jednej, dwóch warstwach. Na koniec pod wszystkimi warstwami zakładam warstwę tło kolor, na której powstanie sceneria. Na chwilę obecną machnąłem wszystko na jeden kolor, jeszcze nie byłem pewien jak to powinno wyglądać.
Po dodaniu kilku odcieni i rozświetleniu paru miejsc narzędziem rozjaśnienie (O)-m.in. karoserii taksówki, oraz tego zielonego czegoś w rogu  zaczynam osiągać jakiś rezulta, ale to jeszcze nas nie zadowala. Poświęcony czas...10 min. Jeszcze drugie tyle i będziemy w domu.

Gotowe, używając cały czas tego samego pędzla i bazgrając trochę tu, trochę tam mamy coś takiego. Niestety, tło jest trochę zbyt puste, ale przecież od czego są całe szuflady zapakowane zrobionymi ilustracjami? Oczywiście ja od początku wiedziałem, że tło uzupełnię z wykorzystaniem innej ilustracji, ale wy możecie dowolnie to wykończyć. Wkleić przerobione zdjęcie, albo narysować całkiem nowe drugie tło i wkleić je w to istniejące. Wolna wola, ja wykorzystam stary obrazek. Teraz uwaga. Aby osiągnąć fajne wrażenie głębi, skończcie wasze drugie tło w oddzielnym pliku. Moje wygląda tak:

Teraz wklejcie w odpowiednie miejsce do obrazka, wejdźcie do: obrazek-dopasuj-poziomy [Carl+L], tam wejdźcie w opcje i zmieńcie cienie [ kolor czarny] na jasniejszy, np. ciemnoczerwony. Dzięki temu cały wklejony fragment zmieni odcień, kolor czarny będzie taki, jaki wybierzecie i otrzymamy efekt takiej rozmytej, wyblakłej barwy, jak obiekty na horyzoncie. Warto poeksperymentować.
Ogólnie obrazek skończony. Prawie.

Po drodze okazało się, że zamalowałem pazurki Wolviego, , ale to nic, szybka kosmetyka załatwiła sprawę. Niestety, na początku drogi nie miałem żadnej koncepcji kolorystycznej. Prawie nigdy nie mam , po prostu koloruję i poprawiam, aż mnie efekt zadowoli. W tym przypadku jak zwykle nie obyło się bez poprawek. Zatem bawiąc się poziomami i natężeniem barw doprowadziłem do bardziej zadowalającej wersji. Dziękuję za uwagę.