Amatorski kącik recenzenta
26.
Mroczna Phoenix.
Przyznaję, że zasiadałem do
lektury z wielkim podekscytowaniem. Z młodości pamiętam tylko ostatni zeszyt z
tego tomu, w którym Xmeni naparzają się z wojskami cesarzowej Lilandry. Co
prawda ilustracje Johna Byrna nawet wtedy mnie nazbyt nie zachwycały, ale wiem
że komiks wywarł na mnie mocne wrażenie, zatem z przyjemnością zagłębiłem się w
świat stworzony przez Chrisa.
Objętościowo komiks spory, sporo tekstu,
czytałem go przynajmniej z godzinkę. W ciągu tej godzinki uświadomiłem sobie dobitnie,
że nie jestem fanem klasyki. Znane i poważane nazwiska z branży nie powodują u
mnie wypieków na twarzy samym tylko faktem, że są znane i poważane. Komiks się
jak dla mnie zestarzał. Zarówno na płaszczyźnie fabularnej jak i ilustracyjnej.
Po prostu. Mnóstwo tekstu, którym pcha się fabułę do przodu. Dużo tkliwych
gadek, bo cały ten komiks tak naprawdę to wielka telenowela na cześć wielkiej
miłości między Jean a Scottem. Chociaż w historii przemiany Jean Grey w Dark
Phoenix tkwi naprawdę wielki potencjał i sam pomysł jest świetny, to sposób
jego przedstawienia na kartach komiksu nie powala. Brak całkowicie dramatyzmu i
przekonania bijącego od postaci, najważniejsze miejscami momenty fabuły są
załatwione dwoma, trzema zdaniami umieszczonymi w magicznej żółtej ramce
narracyjnej. Magiczna żółta ramka narracyjna w ogóle sporo rzeczy załatwia.
Jest to w jakiś sposób rozwiązanie, ale należy je umiejętnie stosować,
natomiast w Mrocznej Phoenix to rozwiązanie jest jak dla mnie nadużyte.
John Byrne, chociaż jak wszystkim wiadomo
jest jednym z tytanów komiksu, to jednak rysował w innej epoce i jego
ilustracje może na tamte czasy były rewelacyjne, ale mnie kompletnie nie
powalają. Są poprawne, nic ponad to. Dodatkowo wiem, że wtedy nie było
komputerowej kolorystyki, dlatego nie mam zastrzeżeń do prac kolorysty, ale
również patrząc na dzisiejsze komiksy i zestawiając je z dziełem panów
[państwa] Sharen-Wein mogę powiedzieć tylko tyle, że wyglądają fatalnie. Oprawa
graficzna nie robi żadnego wrażenia na odbiorcy.
W krótkim podsumowaniu powiem tak: komiks
dla miłośników klasyki, ciekawa i epicka, ale nie do końca zachwycająco
napisana historia plus oprawa graficzna tylko dla fanów tamtej epoki. Komiks
zdecydowanie nie przyciągnie świeżego narybku.
I na koniec jedna rzecz. Strona wielkiej
kolekcji ma bardzo irytujące działanie dla takich ludzi, jak ja, którzy nie
siedzą na forach i nie przeszukują internetu, bo nie bardzo mają na to czas i
chęć. Bo tom 6 mam w rękach, a gdzie madafaka jest jakiekolwiek info co będzie
za 2 tygodnie? No drodzy wydawcy, żeby jedną okładkę naprzód wstawić to chyba
nie jest to wydarzenie nieosiągalne? Znowu nie wiem, czego oczekiwać w kiosku.
Acha, w UK zeszyt kosztuje 10 funtów. Mniej
więcej 15 PLN droższy, przy mniej więcej 5xkrotnie wyższych zarobkach. U nas na
tom szary zjadacz chleba musi pracować ze 4 godziny, u nich niecałą godzinę.
Smuteczek jest. Zwłaszcza jak widze, że na razie mają jakby ciekawsze tytuły. Chyba że wy zarabiacie na to w godzinę. Pzdr.