Amatorski kącik recenzenta
27.
Niemy Krzyk.
Sałata marvela nie występowała u nas nazbyt często. Do największych
wydarzeń z tym bohaterem doszło na łamach Mega Marvel, Ale o tym później.
Pozatym zielony olbrzym utkwił mi w pamięci głównie za sprawą Erika Larsena,
który rysował jego gościnne występy na łamach Spidermana, oraz Todd,a
McFarlane,a, który rysował go dla tej samej serii, przyznam bez bicia, że jak
dla mnie szary Hulk wykonaniu Todda był fenomenalny. Oprócz tego był jeszcze
spory występ w jednym z ostatnich Mega Marveli, tym razem w wykonaniu Whilce,a
Portacio, całkiem niezły, chociaż nigdy nie przepadałem za tym rysownikiem.
Niemy
Krzyk to historia niepublikowana wcześniej w naszym kraju, a przynajmniej ja o
niej nie wiem. Stworzona została na początku lat 90 przez duet :Peter David
jako scenarzysta, oraz wschodzącą gwiazdę Dale,a Keown'a jako rysowanika. Do
tego trzeba wymienić kolorystę, Glznis Oliver.
Zaczynając
od końca i biorąc na tapetę kolory nasuwa mi się pewien wniosek. W czasach, gdy
komiksy Marvela osiągały rekordową popularnośc, koloryści mieli chyba niezłą
fuchę. Bo kolory to po prostu płaskie plamy wypełniające kontur. I tyle, zero
finezji, zero odcieni, a do tego paleta w przypadku tego komiksu...no cóż. Może
było inaczej, i wymagało to ogromnej pracy. A jeśli tak, to nie widać tego
kompletnie. Cienizna.
Scenariusz
dotyczy walki szarego, inteligentnego, ale słabszego Hulka z Zieloną wersją,
potężniejszą, ale tępą. Walka odbywa się w jaźni Bruce,a i jest motywem przewodnim
całej opowieści. A przynajmniej tak mi się wydaje po lekturze. Historia
kompletnie nieprzekonująca, słabo napisana i do mnie nieprzemawiająca. Akcja
prowadzona bez napięcia, momentami wręcz prostacka. Spokojnie
mógłbym napisać, że po prostu kiczowata. Biorę jednak poprawkę na to, że
powstała 20 lat temu i wtedy panowała może nieco inna estetyka. Patrząc na to
jednak dzisiaj, jak dla mnie tylko o stopień wyżej niż cienizna
kolorystyczna.
Na
koniec zostawiłem sobie rysownika. Wracam także do wymienionego wcześniej Mega
Marvela. W MM Keown był już wyrobionym, dojrzałym twórcą. Jego kreska była
świetna, Hulk w jego wykonaniu rewelacyjny. Pamiętam, że zrobił na mnie niemałe
wrażenie. W Niemym Krzyku jest na początku swojej kariery. Hulk owszem, wychodzi
nieźle, ale cała reszta... no to nie jest poziom, za jaki podziwiam
amerykańskie komiksy. Dlatego nawet wschodząca gwiazda nie jest w stanie
wybronić tego tytułu.
Krótko,
kolejny przestarzały komiks, nie oferujący żadnej emocji. Słaby fabularnie,
średni graficznie. Oby Thor za dwa tygodnie miał więcej do powiedzenia, i oby
te stare „arcydzieła” nie zdominowały serii.