Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tin Tin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tin Tin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 czerwca 2017

#489 Marcowo-Majowe recenzje

Witajcie, krótki przegląd tekstów przygotowanych dla serwisu Aleja Komiksu. Pozdrawiam.

Licząc na dotarcie do nowego grona odbiorców, Egmont wprowadza na rynek Suicide Squad. Otwierający serię pierwszy album sprawiał raczej przeciętne wrażenie. Druga odsłona nadal nie wbija w fotel, ale jest lepiej.

Oddział nie taki zamknięty 
Całość dostępna pod tym linkiem


Najwięksi herosi Ziemi, najpotężniejszy wróg Darkseid, jego równie niebezpieczny rywal Antymonitor oraz Metron to najmocniejsze dostępne karty, jakimi Geoff Johns mógł zagrać. Wybrał grę najprostszą z możliwych, wojnę o ratowanie wszechświata.

Ziemia to za mało 
 Całość dostępna pod tym linkiem


Kazimierza Leski jest postacią niezwykle barwną i nietuzinkową. Inżynier, żołnierz, agent wywiadu, powstaniec - w każdej z tych ról rodowity Warszawiak odnajdywał się co najmniej świetnie. Jeśli za komiks o perypetiach takiej osobowości zabierają się wysokiej klasy profesjonaliści, oczekiwania są co najmniej duże

James Leski 
Całość dostępna pod tym linkiem

W drużynie Rossa następuje drobna zmiana w składzie. Niestety, poza tym wydarzeniem w albumie nie dzieje się nic wystarczająco ciekawego, żeby jego lekturę można było uznać za czas dobrze spędzony.

Bez dymu, bez ognia 
Całość dostępna pod tym linkiem

Nieskończoność nie zakończyła się jasnym i prostym rozwiązaniem. Pozostawiła wiele otwartych ścieżek, którymi Hickman podąża na swoją modłę. W piątej odsłonie serii mamy ponownie do czynienia z multiwszechświatem, alternatywnymi wymiarami, nowymi bytami oraz nadmiernym komplikowaniem w zasadzie prostej linii fabularnej.

W labiryncie
Całość dostępna pod tym linkiem

Luke Cage zadebiutował w 1971 roku jako pierwszy czarnoskóry superbohater. Ubrany w żółtą, poliestrową koszulę, obcisłe spodnie i wzbogacony o srebrną tiarę na głowie przypominał króla disco. W trzydzieści lat po tym wydarzeniu [w przypadku polskiego wydania czterdzieści pięć] Azzarello i Corben oddają w ręce czytelników miniserię, w której z klimatów disco nie pozostało nawet echo. Dla fanów tej stylistyki może i jest to zła informacja, ale dla wszystkich pozostałych czytelników zdecydowanie dobra.

Nowy król dzielnicy 
Całość dostępna pod tym linkiem

Barry wrócił do pracy, a na dodatek zamieszkał wspólnie z Patty. Po ostrym zamieszaniu związanym z inwazją Grodda i jego goryli wszystko wydaje się zmierzać we właściwym kierunku. Ponieważ mogłaby to być dość nudna opowieść, scenarzyści przygotowali odpowiednie niespodzianki.

 Szybciej czasem znaczy lepiej
Całość dostępna pod tym linkiem

Największy detektyw świata nie często daje się zaskoczyć. Ale ostatecznie jest tylko człowiekiem, a po Ziemi stąpają znacznie potężniejsi - przynajmniej na pierwszy rzut oka - osobnicy, więc sporadycznie komuś udaje się ta trudna sztuka.

Kiedy przyjaciele stają się wrogami
Całość dostępna pod tym linkiem

Tintin w kraju Sowietów powstał osiemdziesiąt siedem lat temu. Chociaż w swoim czasie był bardzo krytykowany przez prokomunistyczne środowiska, czas pokazał, że Herge wcale nie wyolbrzymił sytuacji panującej wtedy w Rosji. Już w tym komiksie da się rozpoznać zaczątki unikalnego stylu i poczucia humoru autora, mimo tego faktu album posiada liczne wady, które dziś prawdopodobnie przekreśliłyby mu możliwość odniesienia sukcesu.

Brzydkie kaczątko
Całość dostępna pod tym linkiem

Próby ratowania Ziemi przed zniszczeniem w wyniku inkursji trwają. Działania podejmowane przez bohaterów opierają się głównie na rozmowach, z których ciężko wyłuskać sens, tak samo jak z całego albumu.

Im dalej w las, tym ciemniej
Całość dostępna pod tym linkiem

środa, 1 czerwca 2016

#451 Majowe recencje dla Alei Komiksu

Trochę się tego nazbierało, więc zapraszam zbiorczo do lektury, jeśli nie zrobiliście tego do tej pory:




Błękitny Lotos

Rudzielec z psim przyjacielem po zwieńczonym sukcesem śledztwie w sprawie cygar kontynuuje podróż i dociera do Indii, gdzie zażywa zasłużonego wypoczynku u samego Maharadży. Sielanka jak to u TinTina szybko się kończy i bohater musi ruszać do Szanghaju.
Cała recenzja do przeczytania TUTAJ.




Cygara Faraona

TinTin wybrał się we wspaniały rejs z Port Saidu, przez Bombaj, Singapur i Hongkong aż do Szanghaju. Jego wierny przyjaciel Miluś - mając trochę racji - przytomnie zauważa, że ta wycieczka ma swoje słabe strony w postaci monotonii krajobrazu. Zapowiadająca się idylla kończy się jednak szybciej, niż się zaczęła.
Cała recenzja do przeczytania TUTAJ.



Tin Tin w Ameryce

Młody reporter Tin Tin zostaje wysłany do Chicago, aby zająć się panującymi tam gangami. Szefem jednego z nich jest sam Al Capone, któremu Tin Tin namieszał w poprzednim albumie. Już od pierwszej strony - na której najsłynniejszy rudzielec świata wpada w pułapkę - zostajemy rzuceni w wir akcji. Pościgi, zaskakujące - nie zawsze pozytywnie - zbiegi okoliczności i ciągle zmieniająca się sceneria nie pozwala nam się nudzić. Z Chicago, pełnego gangsterów w garniturach trafiamy do Redskincity, pełnego Indian mieszkających w tipi oraz kowbojów jeżdżących na koniach. W międzyczasie przekonamy się, że Amerykę zamieszkują jeszcze chciwi i pazerni biznesmeni, więcej warstw społecznych - poza policją i rzezimieszkami do wynajęcia - w albumie nie widać. Na jednej ze stron autor zdołał zawrzeć historię Ameryki w pigułce, co robi duże wrażenie.
Cała recenzja do przeczytania TUTAJ.




Preludium Nieskończoności

Scenarzyści Hickman oraz Spencer sukcesywnie rozszerzają fabułę, dodając wciąż nowe wątki. Dzieje się dużo, dzieje się szybko, a momenty długawych pogadanek przeplatane są krótkimi, lecz widowiskowymi pojedynkami. Widowiskowymi głównie za sprawą artystów, ponieważ sztuka choreografii bitewnej została sprowadzona niemalże do pojedynczych ujęć, na których waleczni Avengers prezentują się w kozackich układach.
Recenzja do przeczytania TUTAJ.



JLA 1

Teoretycznie szefowie wydawniczego giganta zaczęli dobrze. Za sterami projektu zasiadł nietuzinkowy i znany Grant Morrison. Niestety, z przyczyn których pewnie nie poznamy, autor oddaje w nasze ręce coś, co wygląda na robotę półamatora. Na sporych rozmiarów album składają się dwie kompletnie miałkie opowiastki i kilka mniejszych, które pominę milczeniem. W pierwszej historii na Ziemię przybywa grupa herosów, którzy na dzień dobry zamieniają Saharę w żyzną krainę,  a bandziorów karzą z całą surowością, czym zapewniają sobie wielką popularność wśród całej ludzkości, stawiając w dość kiepskim świetle Supermana i resztę. Pojawia się pytanie, czy Liga i jej poszczególni członkowie nie mogli tego zrobić? Czy nie powinni wykorzystać swoich mocy lepiej? Takie, dość zasadne, pytanie stawia Superman. Szkoda więc, że przygotowując grunt pod coś, co mogło stanowić dobrą historię - scenarzysta szybko sprowadził się do banalnej walki ze złym i totalnie czarno-białym najeźdźcą.
Recenzja do przeczytania TUTAJ.