Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapitan Ameryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapitan Ameryka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 maja 2016

#449 Kapitan

Heh, tak się składa, że kolega Mariusz troszkę mnie ubiegł, no ale trudno. Wczoraj z racji dnia wolnego od pracy rysowałem na zamówienie tylko do 18, potem pozwoliłem sobie na trochę przyjemności. Brakuje tam jeszcze tylko pewnego charakterystycznego, biało czerwonego logo ech...


środa, 12 lutego 2014

#302 WKKM 31: Kapitan Ameryka- Wybraniec


     Pierwsza Krew to mój ulubiony film, najlepszy jaki oglądałem. Przynajmniej raz w roku zaliczam całą serię, [bo te współczesne filmy są jakieś takie.... pluszowe], ale część pierwsza jest ...no najlepsza.  Nie mam ulubionego komiksu, książki, ani nawet zespołu muzycznego. Film owszem.
     Czytałem oczywiście książkę Morrella.. Nie była już tak zachwycająca [może gdybym przeczytał ją przed obejrzeniem filmu...] i przyznaję, że goście robiący film wprowadzili  zmiany głównie na dobre. Toteż film jest lepszy niż książka, a książka jest lepsza niż...komiks.
    Wiem, wiem, komiks nie ma nic wspólnego z Rambo, przecież to Kapitan Ameryka. Niestety.
Mamy żołnierza, niestety w porównaniu do filmowego Johna to uwspółcześniona, targana rozterkami wersja, która działa mi na nerwy. Ludzie, czy żołnierze amerykańscy są tak głupi, że zgłaszają się do wojska, bo nie wiedzą, że tam jest ciężko? Liczą na wczasy? To tak, jakby kierowca autobusu płakał, że musi prowadzić autobus, a piekarz, że musi piec chleb. Z tą różnicą, że kierowca czy piekarz nie musieli się zgłaszać na ochotnika, może życie ich do tego pchnęło. Żołnierz zgłosił się dobrowolnie.
    Więc, poza płaczącym żołnierzem, który uświadamia nam, po raz kolejny,  jakie życie biednych amerykańskich żołnierzy jest trudne, mamy idiotycznie schematyczny obraz „terrorystów” . Bomba, dżihad, samochód pułapka, czyli to, z czym terroryzm kojarzy się masom. Genialne i jakże odkrywcze, nawet dla niewymagającego zawodnika, jakim jestem.
     Zostaje Kapitan, tutaj sprawa się nieco komplikuje. Sam pomysł na powiązanie go z wydarzeniami, z którym musicie się zapoznać poprzez lekturę jest niezły, chociaż  trochę napompowany. Nie jestem w stanie się zdecydować, czy zwiększa, czy zmniejsza poziom komiksu, może za jakiś czas wracając do tego komiksu doznam olśnienia.
     Breitweiser rysuje fajnie i dość podobnie do Cassadaya [albo Cassaday do niego] Jeśli komuś taki prosty, ale wyraźny styl, bez drugiego planu odpowiada, nie powinien być zawiedziony. Dobrze spisuje się   Reber, którego stonowane, spokojne i proste barwy robią świetny klimat. Po raz kolejny ja się pytam, czemu kolorystów nie wymienia się obok rysownika na okładce? Robi równie konkretną robotę.  Zatem, moi drodzy, gdyby nie było filmu, pewnie nikt nie pamiętałby by o Johnie Rambo i jego autorze. Ale jest, i to jest najważniejsze.



piątek, 16 sierpnia 2013

#260 WKKM: Kapitan Ameryka-Nowy Porządek

 43. Amatorski kącik recenzenta

            W zasadzie powinienem napisać jedno słowo: terroryzm, i zakończyć recenzję tego komiksu, bo i tak wiedzielibyście, że dalej będzie tylko marudzenie. Jednak nie tym razem.
            Zacznę od fabuły, będzie krótko. Są źli terroryści, jest cudowne amerykańskie marzenie, jest patos, czyli są wszystkie składniki tego, co mogłoby ten komiks zabić, a czego ja nie cierpię. Na szczęście John Ney Rieber tak połączył te składniki, że wyszła z tego w miarę zjadliwa historia, która nie przytłacza i tylko momentami miałem wrażenie, że Amerykanie to najbardziej dumny i próżny naród świata. Są zwroty akcji, są wrażenia, na koniec powstaje tylko jedno pytanie: Jaki kierunek obrał amerykański komiks? Czy postaci, które 40 lat zabawiały zarówno dorosłych, jak i młodzież dziś nie sprzedadzą się inaczej, jak tylko w superpoważnych, głębokich i odkrywczych historiach?  Wszyscy powoli stają się coraz bardziej poważni i mierzę się z coraz większymi problemami. Wyimaginowanymi problemami w kolorowych, obcisłych kombinezonach, i to sprawia, że są mniej zabawni niż w latach 90 czy 80.
                        Uff... Tu naprawdę będzie krótko. John Cassaday odwalił kawał fenomenalnej roboty. Jego kreska idealnie pasuje do tej historii. jego okładki, choć minimalistyczne stanowią idealne połączenie mocy i patosu. Choć bardzo oszczędne, ilustracje prezentują się fantastycznie, znacznie lepiej niż w X-Menach, jeden  z piękniejszych komiksów kolekcji, Gorąco polecam.



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

#228 WKKM: Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz cz.1

31. Amatorski kącik recenzenta



          Postać Kapitana Ameryki zawsze mi się podobała, chociaż nie umiałem powiedzieć, dlaczego. Sądzę, że w latach 90-tych jego strój przemawiał do mnie bardziej, niż innych bohaterów. Do tego dochodził fakt, że jako tako samodzielnie praktycznie się nie pojawiał, poza jednym z wydań MM, którego dziś już prawie nie pamiętam.
            Po długiej przerwie od trykotów kupiłem dwa lata temu w łodzi dwa tomy Ultimates. Komiks zniszczył mi psychę i uświadomił, jak daleko jestem w tyle. Bardzo daleko. Sprawił też, że Kapitan stał się jedną z moich ulubionych postaci. Z radością zakupiłem w kiosku Zimowego Żołnierza.
            Od razu bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oprawa graficzna. Świetna kreska Eptinga, który podobał mi się lata temu w wydaniu MM z Avengersami wyrobiła się jeszcze bardziej. Bogate scenerie, zabudowany drugi plan, facetowi chce się rysować, w przeciwieństwie do co poniektórych gwiazd. To widać i zwiększa to przyjemność podziwiania jego prac. Do tego świetne kolory D,Armaty. Tym razem nieco bardziej stonowane, z twarzy bohaterów nie bije tyle solarki co zazwyczaj. Za grafikę daję mocne pięć.
            Brubaker postawił na mocne akcenty, Red Skull został zamordowany. Po prostu. Bez patosu, bez 200 stronicowej rozgrzewki... dobra rzecz. No a potem oczywiście intrygi, przeżycia i wgłębianie się w ludzką psychikę. Na szczęście Ed nie przesadza, gadki nie były męczące, scenki nie były przesadnie wzruszające, zatem można stwierdzić, że dobre wyważenie w opowiadaniu historii jest.Poza ostatnim zeszytem, który jest beznadziejnie narysowany , przegadany, naiwny i wygląda, jakby pisał go kto inny [ bo rysuje niestety nie Steve, a panowie Leon i Palmer]  to komiks jest bardzo dobry. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.