piątek, 7 lutego 2014

#301 Podsumowanie 2011-2013 cz.3

CD nastąpi ł.

      Napisał do mnie Tomasz L. Podobały mu się moje prace, miał plan zrobienia komiksu, do którego potrzebował realistycznej kreski, chciał ten komiks zrobić ze mną. Do tej pory tylko raz w życiu miałem takiego farta [ o tym będzie w kolejnej części podsumowań, dotyczących konkursów i zleceń, czyli rzeczy krótkometrażowych- to dopiero będzie ciekawe!!], więc podszedłem do tematu bardzo sceptycznie. Po zainkasowaniu konkretnej zaliczki i zrobieniu przeszło 20 plansz w niezłej atmosferze mój sceptycyzm się rozwiał.




 Zapaliłem się jak nigdy. Komiks miał wyjść w wielkim nakładzie w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA, więc przyznacie, ze okazja wydawała się nieziemska. Nie wgłębiając się w szczegóły projekt nie doszedł do skutku, zostało mi przeszło czterdzieści gotowych, kolorowych plansz oraz drugie tyle szkiców. Patrząc na to dzisiaj nie żałuję, że tak się stało. To był kolejny fallstart, jak w przypadku Kamienia. Gdyby, nie daj Boże, wyszło to jeszcze za granicą, to mógłbym przestać marzyć o czymkolwiek. A tak, w niezłym tempie około 5 miesięcy wykonałem sporo pracy, i na początku 2013 roku miałem wolne moce przerobowe. Część tego materiału możecie zobaczyć TUTAJ, gdzie was oczywiście serdecznie zapraszam. Jest tam spot przygotowany przez scenarzystę, który od początku widział swój tekst jako film, i tak też planuje go zrealizować.




     Rysowanie komiksu superbohaterskiego było, odkąd zacząłem rysować komiksy, moim marzeniem. Chłopaki od BO mnie wyprzedzili, ale  tylko dlatego, że wcześniej nie czułem się na siłach robić takiego komiks. Co mi tam, mnie nic nie zraża, w mojej głowie przez cały 2012 rodził się pomysł na postać. Tak powstał Polski Duch oraz jego nieodłączna część, Karol. Nie ukrywam, kostium powstał na fali fascynacji Ultimates, i szczerze mówiąc, nawet dzisiaj nic bym nie zmieniał w jego postaci. Jest dokładnie taki, jaki ma być. Porównania do BO, które się pojawiają tu i ówdzie są według mnie odrobinę nietrafione – w moim odczuciu każdy heros, jaki powstanie po BO będzie do niego porównywany- no ale czytelnicy mają prawo do wyrażania swojego zdania, więc niech to robią. W każdym razie, postać główna, drugoplanowe i dość rozbudowany scenopis był gotowy. Nie chciałem sam tego pisać, nie czuję dialogów, są sztywne, kiedy je piszę.Nie potrafię upiększać rzeczy, a przez to brzmią za mało emocjonalnie. Postarałem się o pomoc, i to było dobre rozwiązanie. Komiks zacząłem rysować gdzieś w marcu 2013 roku, do września – wtedy, z braku czasu przestałem – powstało coś koło 50 plansz. Te plansze, które możecie dzisiaj oglądać na blogu Polskiego powstały prawie rok temu :) Więcej o tym komiksie znajdziecie na jego Profilu, więc wpadajcie tam i bawcie się dobrze, gorąco zapraszam do polubienia.




     Uff. Mamy rok 2013, 90 gotowych plansz oraz 40 szkiców czekających na tusz. Nadchodzi wrzesień . I na razie przerwa, w następnym podsumowaniu będzie o konkursach, zleceniach, webkomiksach  oraz o dobru i złu. Zarezerwujcie sobie piątkowy wieczór. Zapraszam na przedostatni odcinek podsumowania.

piątek, 31 stycznia 2014

# 300 Podsumowanie, 2011-2013 cz.2


     Trzy setny post, trzy lata blogowania. Startując obawiałem się, że nie będę miał o czym pisać, tak naprawdę pisać było i jest o czym, tylko coraz mniej czasu i chęci na pisanie, skoro można rysować komiksy i czytać książki...
     Ale do rzeczy, bo czasu mało, a materiału sporo. Bloga, za namową wtedy jeszcze mojej „dziewczyny”, dzisiaj już żony założyłem i to była dobra decyzja. Miał on służyć przede wszystkim wypromowaniu Kamienia Przeznaczenia i spełnił swoją rolę. Tak naprawdę rok 2011 oraz 2012 zeszły w większości na rysowaniu, kolorowaniu, wydawaniu i promowaniu tego tytułu, dlatego nie będę się wgłębiał w drobnicę, którą robiłem w międzyczasie.
     Powstały 4 części, w sumie przeszło 200 stron komiksu w niecałe dwa lata, więc wynik chyba niezły. Zaznaczam, że jestem przykładnym obywatelem pracującym w prywatnej firmie nie związanej z rysunkiem, wszystko o czym będzie mowa robię po godzinach. To informacja dla tych, którzy zastanawiają się, czy poświęcają dużo na swoje hobby. Czytajcie i sami oceńcie.
     Tom pierwszy miał nakład 300 sztuk, sprzedało się prawie 200, około 40 poszło na promocje, recenzje, znajomym, itd., itp.  Wynik bardzo zadowalający, przynajmniej mnie, jako że komiks miał bardzo dużo braków, i mogło być gorzej. Tymczasem poniesione koszty w zasadzie się zwróciły, mogłem działać dalej.
     W część drugą włożyłem najwięcej wysiłku jeśli o stronę graficzną idzie. Komiks w pełni kolorowy, chociaż krótszy. Dołożyłem płytę, zmniejszyłem nakład, i to była dobra decyzja. Na chwilę obecną komiksu już nie ma w obrocie, co gorsza nie posiadam własnego egzemplarza i nie wiem, jak to się stało. Będę go musiał gdzieś sobie kupić ;].
     Nakład: 200,  sprzedanych 150, reszta poszła na promocje i gdzieś się rozeszła,  u mnie ich nie ma.  Na tym komiksie nawet zarobiłem na dwie, albo i trzy skrzynki mojego ulubionego napoju, i to był niewątpliwy sukces.
     Część trzecia  miała być najbardziej dynamiczna. Prąc jednak  naprzód skróciłem sceny, skróciłem pościg, wyrzuciłem sekwencje walki, i wyszło jak wyszło. Recenzenci stracili cierpliwość i komiks ogólnie został przyjęty chłodno. Zasłużył na to.
     Nakład 150, sprzedanych koło 120, w domu zostało mi ze 20, już nie rozdawałem na lewo i prawo, nie było sensu. Ci, którzy chcieli komiks przeczytać wydali te 15 PLN, więc szał promocyjny zakończyłem na tomie drugim.
     Tom 4, trochę na szybko,  kolor skończyłem w połowie, bo szkoda było mojego nadwyrężonego kręgosłupa. W tekście błędy z pośpiechu, ogólnie rzecz biorąc dojrzałem do tego, żeby stwierdzić, że zmarnowałem nieco dobrą historię, bo do dziś uważam, że historia i pomysł były dobre i całkiem oryginalne, tylko źle poprowadzone i rozwiązane za pomocą może zbyt tanich chwytów. Brakło pomocy ze strony doświadczonego scenarzysty, której w mrocznych początkach szukałem bezskutecznie :) Brakło mi do tej części serca, i to było widać.
Nakład i sprzedaż jak przy tomie 3.
     W ten sposób mamy praktycznie koniec 2012 roku. Dwa lata działalności, 4 albumy. Sam narysowałem, napisałem, zająłem się drukarnią, promocją, dotarciem do recenzentów, zaproszeniem licznych gości [ którym bardzo dziękuję za pozytywną odpowiedź].
     Wysłałem przez ten czas koło 1000 maili, wiem, bo skrzynkę na gmailu też założyłem w tym samym czasie, co bloga. Przygotowanie planszy w zależności od zawartości zajmowało mi około 6-12 godzin, wraz z szukaniem zdjęć, i całą resztą niezbędnych czynności. Dlatego mimo wszystko pokuśmy się o odrobinę matematyki w wielkim przybliżeniu.
220 stron * 8 godzin =1760 godzin na narysowanie .
1000 maili * 5 minut [ staram się szybko pisać :)] = 5000/60= 83 godziny
     Dokładając czas spędzony na stoiskach w Warszawie i Łodzi, czas spędzony na pisaniu postów promujących, można przyjąć spokojnie 2000 godzin pracy. 1000 godzin rocznie, 80 godzin miesięcznie,  3 godzinny dziennie.  
      Gdybym z taką wytrwałością trenował Hapkido, zmiażdżyłbym nawet Bruce’a Lee :)
    Po czwartym tomie trochę się wypaliłem.  To była połowa roku 2012, wtedy zakończyłem większość prac. Blog jest o parę miesięcy opóźniony, z reguły najpierw rysuję, potem to pokazuję, nie odwrotnie jak to często bywa wśród autorów.  Postanowiłem spróbować odpocząć i zając się czymś innym. Trafiła się okazja, zanosiło się na prawdziwy przełom... c.d.n.






niedziela, 26 stycznia 2014

#299 Komiksowanie 2011-2013, czyli wstęp do podsumowania

    Witajcie, chłopaki i dziewczyny, panie i panowie, którzy tu czasem zaglądacie, a wiem że to robicie. Zbieram się i zbieram i nie mogę wyzbierać, ale coś drgnęło. Rysujecie sobie gdzieś na boczku komiksy? Marzy wam się komiksowa sława? Chcielibyście się czegoś na temat funkcjonowanie tej maszyny dowiedzieć? Otóż, w najbliższym czasie przybliżę wszystkim nieobznajomionym z tematem czytelnikom, jak taka kariera wygląda w przypadku człowieka amatora, który robi to chociaż nie umie, czyli konkretniej mówiąc podam wam to wszystko na moim przykładzie. To będą posty dobre zwłaszcza dla matematyków, bo będzie trochę liczb, i to będą posty o stanie faktycznym, a nie tryskające optymizmem, opiewające wielkie plany, które potem i tak nie dochodzą do skutku i wszyscy o tym zapominają.
Zatem do poczytania wktórce.
Ps; Miałem być nieco bardziej aktywny, ale po prostu się nie da. Wybaczcie.

niedziela, 19 stycznia 2014

#298 Mój regał z książkami i komiksami

      Wzorem Janka, którego robiące wrażenie zbiory możecie zobaczyć TUTAJ też chciałem wam pokazać odrobinę mojej kolekcji. Nie będzie aż takich zbliżeń, bo chodzi raczej o całokształt. No i regał mam nieco inny, sam zrobiłem, lubię czasem dla odpoczynku od rysowania pobawić się w prace manualne, nie jestem w nich dobry, ale nie brak mi chęci i silnej woli :) Tak naprawdę to chciałem się pochwalić tym regałem, a raczej półkami, dla mnie są piękne.



poniedziałek, 13 stycznia 2014

piątek, 10 stycznia 2014

#296 WKKM: Demon w Butelce

Amatorski kącik recenzenta





     Przez ostatnie trzydzieści lat świat się bardzo zmienił. Komiks również. A do tego wszystkiego ja sam się dokładnie o tyle zestarzałem.  Pomimo tych wszystkich zmiennych nadal pasjonują mnie komiksy. Demon w butelce nie pasjonował mnie w najmniejszym stopniu.
     Jedynym zaskoczeniem tego komiksu są rysunki. I nie jest to również pozytywne zaskoczenie. Nie są złe, nic nie można im od strony technicznej zarzucić. Jednak dzisiaj wydają się archaiczne, bez dynamiki, bez emocji, po prostu poprawne. Rysownikiem jest nie kto inny, jak zdecydowanie przodujący w wielkiej kolekcji John Romita JR. Gdyby nie  napisali jego nazwiska w stopce, nigdy bym nie uwierzył, że on to narysował. Nie widać najmniejszego śladu jego bardzo charakterystycznej w późniejszych latach kreski. Kompletnie żadnego podobieństwa, przeszukiwałem kadry w poszukiwaniu chociażby jednego charakterystycznego elementu, ale nie znalazłem nic. Godna podziwu transformacja nastąpiła w późniejszych latach u JRJR.
    Scenariusz choruje na tego samego wirusa, na który chorowało większość starych komiksów. Jest mało przekonujący, naiwny, zwroty akcji nie zaskakują, a bohaterowie pomimo prób ich uczłowiecznienia są płascy, bez wyrazu i bez napięcia. Przełomowy temat, jakim było poruszenie alkoholizmu na kartach komiksu [przynajmniej według jak zwykle skromnego i mało pochwalnego słowa wstępnego] kończy się na jednej stronie, gdzie Tony pod wpływem paru zdań swojej przyjaciółki postanawia skończyć z nałogiem. Wzruszyłem się jak nigdy.
   Trzeba chyba podjąć tą trudną, ale konieczną decyzję, i podarować sobie zakup komiksów, które na pierwszy rzut oka nie mogą dziś zachwycać, przynajmniej mnie. Jest tyle świetnych komiksów, że starociom powinniśmy dać  już spokojnie leżakować w archiwach, lub na półkach ludzi którzy z nimi dorastali.Za tą kasę można mieć np kontynuację Thora, którego brzydaki wydali tylko część pierwszą.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

#295 Miasto z widokiem: opowieść o Gdyni

Prace powoli dobiegają końca, czas coś niecoś pokazać. Strona wydawnictwa odpowiedzialnego za projekt oficjalnie już działa, zapraszam TUTAJ po więcej szczegółów. W sumie na część, którą narysowałem składa się 25 plansz. Zastosowałem nowy sprzęt i luźniejsze podejście do kreski, niż do tej miałem w zwyczaju, ale o tym jeszcze będzie Na początek szkic planszy, która wyleciała. Wkrótce kolejne relacje z placu boju.

sobota, 4 stycznia 2014

#294 Thorgal Fanart

To co, wkraczamy w rok 2014, a nie ma lepszego wejścia niż dobra graficzka. W zasadzie, czy dobra, to musicie ocenić sami, do czego was serdecznie zapraszam. Poniżej macie małą próbkę, Jakub Syty zamieścił ją w całej okazałości na Thorgalverse, zaglądnijcie tam. Porównajcie z tym, co zamieścił ponad dwa lata temu...


wtorek, 31 grudnia 2013

#293 Ostatni post...

 ...w tym roku. Pewnie już się pięknicie, a może już balangujecie, a może robicie coś jeszcze innego, w każdym razie na pewno was tu nie ma, więc nikt mnie potem nie będzie za tą informację ścigał ;] Piąta, i ostatnia część Kamienia nie wyszła w tym roku. I nie wiem, czy wyjdzie w następnym. Ale wyjdzie na pewno, a część już jest nawet narysowana, zatem Ci, którzy jeszcze się nie poddali i czekają na zakończenie, doczekają się. Wracam do rysowania, bawcie się dobrze. No i obiecuje, że ostatnio znaczna posucha, mało obrazków i w ogóle poza "recenzjami" mało się dzieje, ale to tylko z nadmiaru pracy. Spróbuję się poprawić. Pozdro.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

#292 Leningrad

55. Amatorski kącik recenzenta


   

     Po kilku latach ciągłej lektury o wojnie doszedłem do wniosku, że zrobię sobie przerwę i zajmę się inną tematyką.  Przeglądając niedawno różne tytuły w księgarni mimowolnie zatrzymałem się przy dziale historycznym. Tytuł Leningrad przyciągnął moją uwagę. No tak, przecież nic o tym jeszcze nie czytałem! Książka bezzwłocznie znalazła się w moim posiadaniu.
     Ciekawą sprawą jest fakt, że znaczna większość dostępnej literatury traktującej o Związku Radzieckim jest pisana przez obcokrajowców. Tak sprawa wygląda i w tym przypadku. Rosjanie albo boją się pisać, albo nie mogą, albo nie chcą, a szkoda, ciekawym doświadczeniem byłoby poznać ich punkt widzenia z dzisiejszej perpektywy. Może kiedyś.
     Książka Anny Reid jest świetnie napisaną, bogatą w dane historią wielkiego oblężenia miasta, które zamieszkiwało w czasie wojny ponad trzy miliony ludzi Autorka korzystając z zapisków prywatnych, co jest nieodłącznym elementem nowoczesnej literatury historycznej , oraz wielu dokumentów archiwalnych prowadzi nas przez wydarzenia, które zwiastowały katastrofę, poprzez tą katastrofę aż do wyzwolenia i oswobodzenia mieszkańców miasta.
     Jedzenie kleju, trocin, funkcjonowanie w mieszkaniach w których temperatura spadała poniżej zera, brak wody, wielogodzinne stanie w kolejkach za kromką chleba, do tego ciągły strach przed nalotami.... Życie szarego człowieka było tragicznym pasmem udręk, które w kilkuset tysiącach przypadków doprowadziły do śmierci. Po raz kolejny dowiadujemy się o nieudolności władz, o totalnej korupcji, braku poszanowania ludzkiego życia i obojętności. W czasie, gdy ludzie konali z głodu na ulicach, przedstawiciele władzy zajadali się kawiorem. NKWD pomimo rozpaczliwej sytuacji nadal prowadziło standardową nagonkę na zdrajców i bandytów, czyli zwykłych obywateli, którym wymknęło się cichaczem w chwili rozpaczy że są głodni i nie ma chleba. Piekło nie może wyglądać gorzej. 
     Każdy z nas powinien czasem sięgnąć po tego typu książkę. Żeby docenić to, co mamy i jak nam się żyje.

Autor: ANNA REID
Wydawca: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Rok wydania: 2012
Okładka: TWARDA
Wymiary: 165x240 mm
Ilość stron: 632
ISBN: 978-83-08-04729-3
Cena detaliczna: 54,90ZŁ