piątek, 27 grudnia 2013

Nieziemska kolekcja filmowa- klasyka SF za pół ceny

Witajcie
Jeśli są tu amatorzy dobrego kina SF, a do tego kolekcjonują je w formie wydań DVD, to coś dla was. Cała, kompletna kolejca, 22 filmy. Za pół ceny, po szczegóły klikajcie TUTAJ.

niedziela, 22 grudnia 2013

#291 WKKM: X-men Niebezpieczni


       55. Amatorski kącik recenzenta 

    Nie kupowałem serii Astonishing wydawanej przez Muchę z kilku powodów, ale dziś trzymając kolejny tom przygód mutantów w wykonaniu Whedon’a i Cassaday’a widzę, że to był błąd.
            Cassaday, odkąd zobaczyłem jego prace bardzo szybko awansował w mojej hierarchii rysowników, po świetnym kapitanie Ameryce,  i jeszcze lepszym aktualnym tomie wielkiej kolekcji znajduje się w  ścisłej czołówce. Podziwiam w nim to, że pomimo oszczędnej i teoretycznie prostej kreski, tworzy naprawdę wspaniałe kadry, miejscami wręcz spektakularne. Zdecydowanie najlepiej wychodzą mu twarze postaci, zwierzęcy Beast także prezentuje się rewelacyjnie. Cassaday’a wspiera chyba moja ulubiona, i jedna z najlepszych kolorystek jakie widziałem, Laura Martin. Ich wspólne prace idealnie się uzupełniają, i stanowią dla oka czystą przyjemność. Podejrzewam, że nawet jeśli ktoś nie czyta komiksów, to jasne, przejrzyste i wyraziste ilustracje z przyjemnymi dla oka kolorami przypadną mu do gustu.
     Przez fabułę mknie się z prędkością światła. Scenarzysta daje tyle dialogów, ile trzeba, i ani grama więcej. Nie ma rozbudowanych narracji, przez co kolejnych plansz nie zalewa fala tekstu. Sprytnie skomponowana historia, dobrze napisana, z ciekawym zakończeniem i bardzo ciekawym dylematem, przed którym stają mutanci w stosunku do pewnych działań, jakich dopuścił się ich ukochany mentor i nauczyciel  sprawiają, że nie ma się do czego przyczepić, a nawet czeka się na więcej. Zostałem zaskoczony tym, czego dopuścił się Profesor X, i jestem ciekaw, jak też będzie życie mutantów dalej wyglądało. Jeśli chcecie się dowiedzieć, wiecie co robić.



wtorek, 10 grudnia 2013

#290 WKKM 27: Thor



     Sam jestem w szoku, ale powiem krótko: ten komiks naprawdę mi się podobał!
     Dan Jurgens był dla mnie tylko i wyłącznie rysownikiem Supermana. Nie miałem bladego pojęcia, że gość jest tak płodny i tworzy nie dość że dużo, to jeszcze do tego zarówno okładki, jak i plansze oraz scenariusze. Pewnie gdybym dostał taką szansę też byłbym równie pracowity, bo to po prostu wspaniały sposób na życie.
     Jego scenariusz ma cechy, które każdemu miłośnikowi historyjek obrazkowych powinny przypaść do gustu. Uwaga, miłośników historyjek obrazkowych, nie poszukiwaczy wyższych poziomów artyzmu. Ci pewnie nic w tym komiksie nie znajdą, ale tez nie jest to komiks robiony z myślą o nich.
     Thor, główna postać tejże powieści zostaje pokonany przez Niszczyciela, ale oczywiście tak naprawdę nie umiera, no jakże by mógł. To nam jednak nie przeszkadza, bo tak naprawdę historyjka napisana jest naprawdę fajnie. Dużo się dzieje, pojawia się cała gama różnorodnych postaci, a do tego sam pomysł przewodni jest dość przekonujący i ciekawy. Ja bawiłem się przy lekturze bardzo dobrze, wciągła mnie i odstawiłem komiks dopiero po dojściu do ostatniej planszy, gdzie przeżyłem chwile grozy, ale o tym później.
      Romita im starszy, tym lepszy. W przeciwieństwie do komiksu otwierającego Wielką Kolekcję tutaj jego ilustracje sprawiają znacznie lepsze wrażenie. Faceci są wielcy jak góry, kiedy się naparzają to prawie czuć falę uderzeniową. Na planszach dzieje się dużo, sa bajeranckie kadry, na których chce się zostać na chwilę dłużej, jest różnorodnie, kolorysta bardzo fajnie daje rade, słowem, szata graficzna pomimo swoich piętnastu lat daje radę i cieszyła moje oko.
     Na końcu albumu, o wspomniana grozo, nie ma informacji o kontynuacji, co mnie bardzo niepokoi, bo przecież tak naprawdę całą opowieść nie dobiegła do finału.  A ja chciałbym go poznać, bo napięcie zostało nieźle zbudowane i szykuje się ostra zabawa.  Polecam, nie powinniście się zawieść.
     PS: Niech jakiś bardziej doinformowany zawodnik mnie pocieszy i powie, że dalsza część tej historii pojawi się na łamach Wielkiej Kolekcji.

wtorek, 3 grudnia 2013

#289: WKKM26 - Tajne Wojny



53. Amatorski kącik recenzenta   
Świat komiksu w stanach był kiedyś znacznie piękniejszy niż dzisiaj.  Milionowe nakłady komiksów, które dziś czyta się z lekkim uśmieszkiem, i których nikt nie kupiłby gdyby zostały stworzone właśnie teraz.
    Nie wiem, jak to wygląda w rzeczywistości, ale odnoszę wrażenie, że komiks na całym świecie starzeje się , chociaż powoli, ale cały czas. Coraz dojrzalsze historie, coraz wymyślniejsze ilustracje, coraz większy nakład pracy mają dotrzeć do czytelników, którzy od lat „siedzą” w komiksach i coraz trudniej ich zadowolić. Dlatego komiksy, chociaż coraz lepsze i coraz piękniejsze trafiają do coraz mniejszej liczby odbiorców.  
    Autorzy wielkiego wydarzenia, jakim były sekretne wojny byli wolni od takich problemów. W latach 80’ komiks w Ameryce bujnie kwitnął, co przedstawiają właśnie te proste, zwykłe cyfry.
Co tu dużo mówić. Czytając tą historię po latach nie mogę się nią zachwycić, jako porządnym komiksem. Ilustracje są średnie i robione na szybko, bez jakichkolwiek nawet pojedynczych kadrów, nad którymi chciałbym zostać chwilę dłużej. Scenariusz jest prosty, toporny i nie wymagający od nas żadnego myślenia. Wszystkie niuanse, przeżycia i emocje bohaterów mamy podane wprost na tacy w ich przydługich i oderwanych od rzeczywistości monologach. Próba budowania klimatu zawodzi na całej linii, a częste wstawki o tym, jak jeden czy drugi z superherosów tęskni za bliskimi zostawionymi na ziemi powodują we mnie mdłości. Patrząc na ten komiks z dzisiejszej perspektywy to po prostu mydlana opera, która w ogóle mnie nie rajcuje.
    Można też na ten komiks popatrzeć inaczej. Oderwać się od rzeczywistości, wrócić do lat dzieciństwa i zachwycać się jego nieskrępowaną prostotą, przesadnie jaskrawymi kolorami oraz szybko postępującą naprzód akcją. Jeśli spojrzycie na ten komiks tak, jak patrzyliście na komiksy 15, 20 lat temu zachwycicie się bogactwem jego postaci i ogromem wymyślonej koncepcji. I ja tak czytałem ten komiks, uśmiechając się do siebie i wracając do czasów podstawówki. Wtedy wszystko było prostsze i piękniejsze.



piątek, 29 listopada 2013

#288 Drogie żony, matki i kochanki

Tak, autorzy Polskiego Ducha apelują. Drogie panie, dołączajcie do czytelniczek tego projektu. Sprawcie przyjemność swoim panom i odsłońcie dla nich damską wersję Polskiego. A wy panowie, zaproście swoje kobiety :) Będzie na czym oko zawiesić! Wystarczy wejść TUTAJ, i kliknąć lubię to. Do dzieła :)

niedziela, 24 listopada 2013

#287 Naruto: karnawał

    Tym razem praca się nie spodobała, szkoda, ale bywa.
Fajny ten komiks, bajerancka fabuła i rysunki, ale mógłby się już powoli kończyć, co za dużo, to nie zdrowo.

piątek, 22 listopada 2013

#286 Mroczna Wieża 5

52.Amatorski kącik recenzenta


       Długo męczyłem się z paczką, w której przyjechał do mnie piąty tom Mrocznej wieży. Drżące ręce, uśmiech niewinnego dziecka na twarzy, dreszcze emocji.... Macie tak ?
       W każdym razie, kiedy już dostałem się do środka poziom ekscytacji opadł w mgnieniu oka. To to...? Pomyślałem w duchu, upewniając się, że nie przysłali mi połowy komiksu. Niestety, moi drodzy. Tom piąty, to najcieńszy komiks z wszystkich wydanych w serii do tej pory. Do tego stopnia cienki, że nie skłamię jeśli powiem że jest połowę cieńszy od pozostałych. Nie wiem, ile zawiera stron, i  czy to przypadkiem nie jest wina coraz cieńszego papieru.  Cena jakoś się skurczyć nie chciała. Zostawmy te drobiazgi na boku. Nie denerwujmy się takimi drobnymi nieprzyjemnościami.
      Przebieg fabuły  i opis historii nie zmienił się ani na jotę. Wszechwładny narrator nadal opowiada, ilustracje służą jaklo dodatek do jego opowiadania. Jeśli do tej pory was to nie zraziło, albo czekaliście na zmiany, cóż, nie ma zmian.
      Czas przejść do głównego zarzutu. Wrócił Jae Lee, ale urlop nie zrobił mu dobrze. W tomie piątym, poza tym, że jest najcieńszy, to jeszcze najmniej się dzieje na planszach. Nie dzieje się prawie nic i nie ma prawie nic poza gadającymi gębami i chmurami kolorowego dymu w tle. Na kilku rozkładówkach znajduje się tak małą ilość ilustracji w ilustracji, że przypomina mi to zawartość mięsa w niektórych parówkach.  Są perełki, jako całość nadal ma to magiczny klimat.... ale nie tego się spodziewałem. Taki poziom zajęcia plansz zachwyciłby mnie  przy pierwszym zetknięciu się z komiksem, nie po czterech tomach, z których dwa pierwsze mnie powaliły. Cienki komiks spore  rozczarowanie. Z drżeniem oczekuję na kolejną część. Ale nie jest to już drżenie ekscytacji, a strachu.
      Ps: Pamiętajcie, pisałem o Mrocznej Wieży, komiksie ponadprzeciętnym. Tylko tom 5 ostaje od pozostałych, choć nadal jest piękny :)


piątek, 15 listopada 2013

#285 Komiks o Gdyni

Czasami, choć bardzo rzadko zdarzają się  miłe rzeczy. Poniżej dwie plansze, które zapewniły mi udział w ciekawym projekcie, o jakim na pewno wkrótce dowiecie się więcej, niekoniecznie ode mnie. Powinno być o tym w miarę głośno.



czwartek, 7 listopada 2013

#283 WKKM25: Ultimate Spider-Man; Moc i odpowiedzialność

Ultimate Spiderman miał być z założenia opowiedzeniem na nowo historii pająka, ale dopasowaną do bardziej współczesnych realiów. Jaki cel chcieli osiągnąć pomysłodawcy? Oczywiście dotrzeć do nowego, młodszego pokolenia odbiorców. Czy im się udało? Nie wiem, jakie były wyniki sprzedaży tego tytułu. Nie wiem też, co o nim pisali krytycy. Ja osobiście uważam go za dobrze skonstruowany komiks jak na takie zadanie. Historia Parkera jest nieco odświeżona, choć z niewiele zmienionym przebiegiem wydarzeń. Fabuła skupia się głównie na przeżyciu przez Petera śmierci wuja, oraz na młodzieńczej miłości do Mary Jane. Jest rozsądnie, przystępnie, bez nadmiernych wygibasów. Skoro nowy czytelnik, to nie ma co mieszać mu w głowie. Strona graficzna...hm. Nie jestem fanem Bagleya. Ma on swój specyficzny styl, który po prostu mi się nie podoba. Dodatkowo w tej opowieści jego prace są znacznie uproszczone w stosunku do tego, co robił wcześniej... i według mnie to znowu dobre rozwiązanie. Nowy czytelnik dostaje przejrzystą, w miarę przyjemną dla oka kreskę, która ni go nie zachwyci, nie nie odepchnie. Dla nowego czytelnika jest ok. Kolor jak wyżej, amerykański, żywy, komiksowy. Podsumowując, dla nowego czytelnika ten komiks jest bardzo dobrym, wprowadzającym w magię świata marvela produktem. Ale co z czytelnikiem takim jak ja? To średniacki, nie powalający niczym ,nijaki komiks. Sam sobie drogi czytelniku odpowiedz na pytanie, czy sięgnąć po ten album.